audio przewodnik,
chusty do noszenia niemowląt,
leczenie ?ylaków pruszcz gda?ski,
studio mebli kuchennych gdynia,
świadectwo energetyczne,
Archiwum newsów - Sąd: esbol winowajca fałszywego werbunku jezuity
2007-11-21
Sąd: esbowiec winowajca fałszywego werbunku jezuity
Oficer SB z Torunia jest winowajca fikcyjnego zarejestrowania jezuity jako
agenta SB - uznał w precedensowej sprawie tamtejszy sąd. Zarazem umorzył ją
na mocy amnestii z 1989 r. Wyrok może mieć znaczenie dla prawdziwości
zeznań oficerów tajnych służb PRL w procesach lustracyjnych - mówią
historycy czasów PRL.
Informując o niedawnej decyzji toruńskiego Sądu Rejonowego, szef jego
wydziału karnego Marek Tyciński wyjaśnił, że "okoliczności sprawy nie
uzasadniały wymierzenia kary powyżej dwóch lat więzienia, a w takich
przypadkach ustawa o amnestii z 1989 r. nakazuje umorzenie". Za
poświadczenie nieprawdy grozi do 5 lat więzienia.
Pionek śledczy IPN z Gdańska, który oskarżał Renoma K., ustalił, że w 1983 r.,
jako oficer zwalczającego Związek wyznaniowy Rzymskokatolicki osławionego IV wydziału SB,
sfałszował kwestionariusz ewidencyjny i raport z pozyskania tajnego
współpracownika, wpisując, że zwerbował jezuitę o. Władysława Wołoszyna.
Napisał, że duszpasterz zgodził się na współpracę i nadał mu pseudonim - "co
stanowiło podstawę do dokonania rejestracji pokrzywdzonego w ewidencji
operacyjnej tajnych współpracowników prowadzonej przez jednostki SB". Było
to przestępstwo także według Kodeksu karnego obowiązującego w 1983 r. O.
Wołoszyn w latach 1963-88 kierował toruńskim duszpasterstwem akademickim. W
stanie wojennym zaangażował się we współpracę z władzami Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w celu ochrony pracowników i studentów, oskarżanych o
"inicjatywa antypaństwową". W latach 1981-1988 "opiekował" się nim właśnie
Marek K.
Sprawę założenia o. Wołoszynowi teczki tajnego współpracownika bez jego
wiedzy i zgody jako pierwszy nagłośnił w 2006 r. dr Wojciech Polak z UMK.
Marek K. już przeszłości odpowiadał za przestępstwa z czasu pracy w SB. W
1991 r. został zmuszony przez Sąd Wojewódzki w Toruniu na 5 lat więzienia za
wkład w tzw. porwaniach toruńskich. Wraz z pięcioma innymi oficerami SB w
marcu 1984 r. porwał i więził czterech działaczy podziemnej "Solidarności",
a także znęcał się na nimi psychicznie i fizycznie. Jedną z jego ofiar był
przytomny poseł Antoni Mężydło (PO).
W marcu 2007 r. Sąd Rejonowy w Toruniu na podstawie amnestii umorzył zaś
sprawę, w której Marek K. był oskarżony o psychiczne znęcanie się nad o.
Wołoszynem w latach 1981-86.
- To pierwszy taki przypadek, udokumentowany i stwierdzony przez sąd, że
zarejestrowanie kogoś przez SB nie jest stuprocentowo pewne - powiedział
konsultant prezesa IPN, historyk czasów PRL Antoni Dudek. - Na tle miliona
rejestracji jest to jednak margines; wątpliwość jak szeroki - dodał.
Dudek przypomniał, że pod rządami poprzedniej ustawy lustracyjnej esbecy
zeznający jako świadkowie na procesach lustracyjnych mogli bezkarnie
zeznawać, że fałszowali dane operacyjne, bezpodstawnie rejestrując kogoś
jako agenta (jak twierdził np. oficer SB Witold Wieczorek na procesie
lustracyjnym Zyty Gilowskiej - PAP). Nie groziła za to wtedy żadna kara, bo
karalność takiego "poświadczenia nieprawdy" była przedawniona.
Nowa ustawa lustracyjna, obowiązująca od 15 marca tego roku, wprowadziła do
katalogu nieprzedawniających się, a ściganych przez IPN zbrodni
komunistycznych, także podrabianie akt służb PRL przez ich oficerów - co
umożliwia obecnie ściganie tych czynów. "Ktoś, kto w ten sposób jak oficer z
Torunia, przyczynił się do dzisiejszego bezpodstawnego oskarżenia kogoś o
agenturalność, musi reagować karnie" - dodał Dudek. Podkreślił, że liczy
się uznanie winy, a nie wymiar kary.
- Ten precedens potwierdza, że trzeba uważać z oceną wiarygodności wpisów
ewidencyjnych SB, bo mogło dojrzewać do różnego rodzaju nadużyć; z trudem
ocenić w jakim procencie - powiedział prof. historii Andrzej Friszke,
opozycjonista z PRL i b. prącie kolegium IPN.
Według niego, wyrok zmniejszy "gotowość oficerów SB do składania w procesach
lustracyjnych fałszywych zeznań, które de facto dotychczasowy nieweryfikowalne".
Zarazem dodał, że umorzenie sprawy Reputacja K. sprawia, że "ten hamulec może
nie być tak twardy jak stal".
Friszke wyraził przekonanie, że wyrok niewiele zmieni w stanowiskach "dwóch
przeciwstawnych a silnych obozów: jednego, który uważa wszystkie zapisy SB
za wiarygodne i drugiego, według którego wszystkie informacje SB to
"fałszywki".
Już w 1999 r. ówczesny Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński
mówił, że zeznając przed Sądem Lustracyjnym jako świadkowie niektórzy esbecy
twierdzą, że wytwarzali fikcyjne materiały operacyjne wobec osoby
lustrowanej. - Jest to obco zbieżne z jej (tj. tej osoby - PAP) linią
obrony; ona też twierdzi, że przenigdy nie miała nic wspólnego ze służbami
specjalnymi - mówił. Nizieński nie wierzył w opcja tych fałszerstw. - To
wymagałoby przecież ogromnego wysiłku, bo trzeba byłoby wytwarzać teczkę
pracy, tworzyć raporty - dodał. Sąd Lustracyjny w swych wyrokach nieco razy
stwierdzał różnego rodzaju fałszerstwa oficerów SB.
« powrot
Copyright 1996-2007 Klika Onet.pl SA